Złoto dla Koszykarek

Złoto dla Koszykarek

16 wrz 2010

Z Pucka do Malborka - wrześniowy spływ 2010r.

Czerwiec nie był odpowiednim miesiącem na naszą wyprawę. Po przejściu fali powodziowej rejs nie mógł się odbyć jak co roku, ze względu na nasze bezpieczeństwo. Dlatego razem z nauczycielami wychowania fizycznego zdecydowaliśmy że przełożymy wyjazd na końcówkę sierpnia i początek września(30.08-8.09.2010r.). Podróż pociągiem w obie strony przebiegała szybko, miło i wygodnie. Dzień pierwszy był dniem zapoznawczym i przygotowawczym do żeglowania. Nocy nie spędziliśmy pod namiotami ale za to z pająkami (których oczywiście nikt się nie bał ;D). Dzień drugi to przeprawa przez zatokę, fale były duże i dlatego niektórzy musieli zwrócić Neptunowi to co zjedli na śniadanie. Kolejnego poranka dopadła nas chmura która na szczęście zmoczyła tylko nasze sztormiaki i plandekę, bo w porę zdążyliśmy spakować wszystko na łódki. Deszcz nie padał długo, 15-20 minut więc po przejściu chmury mogliśmy spokojnie wpłynąć na Wisłę. Następne dni to spokojne żeglowanie przy pięknej pogodzie, chociaż zimny wiatr towarzyszył nam przez całą drogę, my jednak zawsze byliśmy dobrze ubrani więc nikomu to nie przeszkadzało. Jednej nocy nie mogliśmy znaleźć pola na rozbicie namiotów, pomocy udzielił nam pewien miły gospodarz który pozwolił nam przespać się na jego polu ale to nie wszystko; przyniósł z domu pierzynę dla Mańka i Pawła którzy mieli mokre śpiwory. Kiedy trzeba było trochę powiosłować by dopłynąć do celu umilaliśmy sobie tą prace śpiewaniem, m.in. "Barka", "Ogrody", "Na jeziorze"-to pieśni chwalące Pana. Śpiewaliśmy również masę innych piosenek, a najbardziej spodobał nam się utwór "Wódko ma...". Gdy dopływaliśmy do Malborka nuciliśmy właśnie tą biesiadę, a stojąca na brzegu grupka ludzi przyłączyła się do śpiewania. Nasz Cel(Malbork) został osiągnięty około godziny 24 i to nie był koniec tego dnia, ponieważ poszliśmy na pizzę która wszystkim smakowała jak nigdy. W podziękowaniu za pyszny posiłek Paweł zaśpiewał nasz ulubiony kawałek. Jeszcze tego samego dnia wszyscy zdążyli wziąć prysznic. W Niedzielę poszliśmy do kościoła  a później zwiedzać zamek. Koło południa wyruszyliśmy z Malborka i płynęliśmy w drogę powrotną. I znowu ten sam problem, nie bardzo było gdzie się rozłożyć i dlatego noc spędziliśmy na łódkach, było trochę mało miejsca ale za to było cieplej niż w namiotach. I nadszedł przedostatni dzień żeglowania, spłynęliśmy z powrotem na Wisłę, po jakimś czasie dopłynęliśmy do śluzy, później to już rzut beretem do noclegu. A tą ostatnią noc spędziliśmy u Pana Igora który przez cały czas nam bardzo pomagał-za to serdecznie dziękujemy! Rano wszyscy wyspani musieliśmy po raz ostatni zrobić klar i spakować się na łódki. Przed nami była tylko zatoka, tym razem spokojniejsza. Niestety nie pokonaliśmy jej w takim czasie w jakim mieliśmy zamiar, uciekł nam pierwszy pociąg ale wynajęliśmy busa który nas dowiózł na dworzec i dzięki temu zdążyliśmy na pociąg prosto do Bielska. To tylko część wydarzeń które miały miejsce na rejsie bo cała reszta to nasza słodka tajemnica :) Przeżyj to sam!

Pani Łozińskiej dziękujemy za pyszne jedzenie, Panu Balowi za bezpieczeństwo i organizację obozu a Panu Drużbackiemu za trzymający się nas cały spływ humor! Dziękujemy !!!